Maseczka z płatków owsianych i banana najlepsza na chwile zwątpienia

Maseczka do twarzy z płatków owsianych, banana i glinki

Co robię jak mi się nie chce robić nic? Napisałabym, że maseczkę z płatków owsianych i banana, ale prawda jest trochę bardziej skomplikowana 🙂

Mam takie chwile, że nic mi się nie chce. Dzieci mnie męczą a moje macierzyństwo przypomina bieg z przeszkodami, z bolesnym upadkiem po każdej z nich. Wyobrażam sobie, że czas wolny spędzę z książką a zamiast tego godziny mijają mi bezproduktywnie przed komputerem, albo przy serialu, którego tytuły nawet teraz nie pamiętam. Mam w głowie pomysły na posty, ale jakoś nie mogę się zebrać, żeby je napisać, bo kto zechce je czytać i po co pisać coś, co być może zostało już sto razy napisane. Nihilizm i poczucie bezsensu. I trwa, nie zwiastując końca.

W takich chwilach zazwyczaj cierpię katusze, ale tym razem coś się wydarzyło. Nagle, z reklamy fitness klubu, która sama włączyła mi się w internecie, słyszę tylko to jedno zdanie: „Nie ma rzeczy niemożliwych, są takie z których za szybko rezygnujemy” a nieznajoma wcześniej dziewczyna z Instagrama, poleca mój profil i dostaję setki (naprawdę!) miłych komentarzy i całą garść inspiracji!

Dlatego dzisiaj probuję się jednak uśmiechać i na dowód moich starań zrobie sobie maseczkę z ostatniego banana, który miał zagęścić ciasto do muffinów, ale zamiast tego odżywi mi skórę 🙂

Przepis na maseczkę pochodzi z książki „Kosmetyki naturalne DYI”, o której pisałam tutaj. Musiałam go jednak lekko zmodyfikować. W mojej wersji wygląda tak:

  • troszkę płatków owsianych (1 łyżka)
  • 1/3 banana
  • łyżka glinki różowej
  • łyżka oliwy z oliwek
  • łyżeczka miodu
  • łyżka mleka owsianego

Blenduję i gotowe. Trzymam na twarzy 10 minut. Dzieci krzyczą na mój widok: „AAA! Czekoladowy potwór”. Życie chyba wraca na właściwe tory.

Miłego dnia!

 

 

 

 

Zajrzyj też tutaj

  • Ja niestety nie mam cierpliwości do robienia tego typu maseczek. Szczyt moich możliwości to zmieszać glinkę z odżywczym olejem 😀

    • ha ha ha 🙂 trochę Cię rozumiem, mnie wkurza sprzątanie po peelingu kawowym 🙂