Magda. Tysiąc procent naturalności

Magda Starowieyska-magda tysiąc procent naturalności

Magda to naturalna pielęgnacja w wydaniu total raw – minimalistycznie, lokalnie i ekologicznie, ale nie tak, jak się spodziewacie. To nie będzie historia o pozbywaniu się rzeczy, zakupach od rolników na pobliskim targu ani o kosmetykach z eco certyfikatem. To będzie opowieść o kobiecie, która kocha las, przyrodę i dzikość serca a do pielęgnacji ma podejście zdroworozsądkowe.

Samodzielnie zebrane zioła, stare receptury, jak najmniej chemii

Spotkania z Magdą to dzbanek herbaty i długie rozmowy o ziołach, naturalnych kosmetykach i starych recepturach oraz pieszczoty z Koyotem. Psem, którego przygarnęła ze schroniska kilka lat temu. Teraz dzieli z nim mieszkanie, w jednej z najbardziej zielonych i urokliwych dzielnic Warszawy.

Na parapetach, w kuchni, na haczykach przy suficie, wszędzie dużo ziół i kwiatów. Większość Magda sadzi i rozmnaża samodzielnie, inne dostaje w spadku od znajomych. Lubi mieć blisko przyrodę. Zbiera zaniedbane roślinki i daje im nowe życie.

Magdę ciągnie do natury, do lasu. Każdy wolny moment, kiedy nie pracuje w Warszawie, spędza w lesie na rowerze, biega albo uprawia dogtrecking. Zbiera też rośliny do domowego przetwarzania. Na półce w kuchni ma swoja kolekcje ziół, z którymi eksperymentuje na różne sposoby. Czyta stare książki, internetowe strony o ziołach, rozmawia, sprawdza i testuje. Jednocześnie przyznaje, że ciągle się uczy jak być samowystarczalnym, jeśli chodzi o przetwarzanie roślin. Ideałem, do którego dąży, jest życie bez chemii. To bardzo trudny proces, szczególnie jeśli się mieszka i pracuje w stolicy. Małymi krokami Magda stara się do niego przybliżać – ma w domu własną, małą hodowlę aloesu. Planuje go wykorzystywać w pielęgnacji skóry (aloes wspaniale nawilża). Stara się też używać jak najmniej chemii gospodarczej –  do sprzątania używa octu (jak nic innego radzi sobie z kamieniem w toalecie). Gdy pytam Magdę czy nie przeszkadza jej zapach octu, zaprzecza, ale od razu ma kilka pomysłów, jak go zniwelować robiąc mieszankę z suszonymi kwiatami róży czy bzu.

Kosmetyczny minimalizm i przepisy na naturalne, domowe kosmetyki

Magda nie ma prawie żadnych kosmetyków. Nie potrzebuje mleczka do mycia twarzy, kremu ani balsamu do ciała. W zamian za kilka opakowań smarowideł ma zawsze pod ręką naturalny olej – w tej chwili akurat kokosowy, migdałowy i masło shea – którym zastępuje wszelkie kremy.

Żyjemy odcięci od natury, otaczamy się plastikiem i chemią, która zaśmieca nas i naszą planetę. Mam wrażenie, że ludzie nie mają świadomości, że tak nie można, że to nie jest zgodne z naszą naturą. Zbyt wiele chemii jest dookoła nas: w jedzeniu, w środkach czystości, w kosmetykach – to nas zabija. Dlatego ja staram się nie używać gotowych produktów, a te które mogę i potrafię – probuję robić sama. To jest naprawdę proste, wymaga jedynie trochę wysiłku, którego mi też czasem brakuje, ale wkurza mnie, gdy za prosty peeling czy kilkuskładniowy krem w plastikowym opakowaniu mam zapłacić kupę kasy – mówi Magda i przekazuje mi kilka swoich sprawdzonych patentów na domowe kosmetyki.

Patenty Magdy na domową pielęgnację

Magda nie mierzy proporcji, nie trzyma się jednej receptury, nawet gotowe przepisy przetwarza po swojemu (właśnie ma zamiar zabrać się za modyfikację kremu z masła shea i siemienia lnianego z książki Kosmetyki naturalne diy). Eksperymentuje, testuje. Jak znajdzie pasujące jej połączenie, to możecie mieć pewność, że następnym razem i tak wymyśli coś nowego:) Oto mała dawka tego, co już sprawdziła:

  • domowy peeeling, który można z łatwością zrobić z tego, co aktualnie jest pod ręką: kawy, która została ze śniadania, z soli himalajskiej czy z cukru. Dodajemy to tego jakikolwiek olej (Magda szczegolnie lubi lniany) i gotowe,
  • naturalny jajeczny szampon do włosów to po prostu zółtko z kilkoma kroplami octu albo soku z cytryny,
  • naturalny szampon z mąki żytniej, czyli alternatywa dla żółtka (choć Magda twierdzi, że nic nie myje lepiej niż żółtko). Mieszamy w miseczce wodę z mąkę żytnią aż do uzyskania konsystencji ciasta na naleśniki i nakładamy na całe włosy. Następnie bardzo dokładnie spłukujemy (w innym wypadku, niespłukana mąka wygląda jak łupież:)), co nie jest takie proste, szczególnie jak ma się taką burzę loków jak Magda,
  • naturalny dezodorant, czyli już powszechnie znana mieszanka oleju kokosowego, sody oczyszczonej i mąki ziemniaczanej. W lecie Magda dodaje do tego jeszcze wosk pszczeli, żeby dezodorant się łatwo nie topił,
  • macerat z czarnego bzu zebranego w lesie, dodany do kremy działa dobrze na cellulit,
  • naturalne dodatki do kapieli, które się zawsze sprawdzają to na przykład: sól himalajska (rozluźnia zmęczone mięśnie), oliwa z oliwek, olej z pestek winogron lub jakikolwiek inny, ale też suszone kwiaty (lawenda, bez lilak).

Ponadto Magda poleca:

  • zrobić sobie domowej roboty syrop z pędów sosny – młode pędy sosny trzeba zasypać cukrem, zamknąć w słoiku i odstawić na parapet w nasłonecznione miejsce. Jeśli nie mamy cierpliwości możemy zagotować całość. Taki syrop najlepiej smakuje z poranną kawą,
  • zrobiony w domu olej z pędów sosny (młode pędy sosny zalane olejem) najlepiej dodać do kąpieli albo wykorzystać podczas masażu zmęczonych wysiłkiem sportowym mięśni. Właściwości zdrowotne i zapach lasu gwarantowane,
  • nalewki i syropy z mlecza (mniszka lekarskiego), które dobrze działają na trawienie i oczyszczają z toksyn,
  • pić herbatę z samodzelnie zebranych liści (Magda aktualnie pije pokrzywę, która zebrała dla niej Mama).

Na zdrowie!

Zajrzyj też tutaj