Julka. Rewolucja w pielęgnacji

Justyna Świtaj-rewolucja w pielęgnacji-nofilterbeauty

Julka zbliża się do czterdziestki i daje sobie czas na poznawanie siebie naturalnej. Spokojnie, bez pospieszania. Zmieniła dietę, ogranicza kosmetyki, rezygnuje z makijażu, zaprzyjaźnia się ze swoimi zmarszczkami i siwymi włosami. Lubi siebie taką, bo za każdą zewnętrzną zmianą dzieje się cały proces zmian wewnątrz. I odwrotnie. To się chyba nazywa świadome dojrzewanie.

Wspólne pielęgnacyjne przygody

Znam Julkę od zawsze i wiem, jaką drogę pokonała zanim znalazła się tu, gdzie jest dzisiaj. W młodości przechodziła różne etapy subkulturowej przynależności. Miała na włosach wszystkie kolory tęczy, trzynaście kolczyków i mocno się malowała. Zawsze lubiła towarzystwo, miłe spędzanie czasu, szaloną zabawę i dobre jedzenie. Generalnie – żeby się nie wdawać zbytnio w szczegóły, które możnaby potem niechybnie wykorzystać – smakowała życia, które trudno było wtedy pogodzić z naturalną pielęgnacją. Zresztą, nie będę ukrywać – błądziłyśmy tą drogą obydwie. Przez lata smarowałyśmy się waniliowym balsamem „Vanilla Fields” mając nadzieję, że nasza skóra wchłonie ulubiony aromat na zawsze. Pacykowałyśmy się wszystkimi możliwymi kosmetykami świata i czerpałyśmy z tego nieopisaną przyjemność. Jedna z nas poszła jeszcze kroczek dalej. Zawsze pomalowane paznokcie i bardzo jasny, tleniony blond na włosach (który akurat wyglądał super cool) i macie pełny obraz dawnej Julki:)

Rewolucja w pielęgnacji

Pewnego dnia jednak, w świecie Julki pojawia się córka. I nagle chemiczny świat staje do góry nogami. Same narodziny nie były dla nikogo zaskoczeniem. Niespodzianką była za to alergia, jaka razem z nowym człowiekiem pojawiła się w domu. Alergia potężna. Niech świadczy o tym dieta, jaką Julka zmuszona była stosować w czasie karmienia. Składały się na nią ziemniaki, kasza jaglana, cukinia, dynia, jabłka, olej rzepakowy i czosnek. I tylko to. Przez prawie rok monotonia żywieniowa była dla niej utrapieniem (chyba nie zaznaczyłam wystarczająco mocno, że Julka kocha jeść). Kiedy przyszedł dzień, że mogła znów rozsmakować się w ociekającej serem pizzy, okazało się, że jej organizm zupełnie nabiału nie potrzebuje, co więcej – juz go nie toleruje. Odchorowawszy wytęsknioną zapiekaną mozarellę, Julka z wegetarianki stała się weganką i tak odżywia również swoją córkę. Jednej i drugiej wychodzi to na zdrowie (jeśli chcecie dostać ślinotoku na widok wegańskiej diety matki i córki – spójrzcie na Julki instagram).

Książki kulinarne Julki-rewolucja w pielęgnacji-nofilterbeauty

Zmiany w pielęgnacji zadziały się samoistnie. Wpływ na nie miały też przekonania partnera Julki, który zawsze uważał, że do zdrowia trzeba mieć podejście całościowe.

Miałam świadomość, że coś powinnam zmienić, ale ze mną jest tak, że do wszystkiego musze dojść sama. Nie można na mnie naciskać, przekonywać. Żebym dokonała jakiejkolwiek ewolucji w życiu potrzebuję czasu, spokoju i wybranego przez siebie źródła, z którego mogę czerpać wiedzę. Zmiany, zachodzące w moim tempie są najczęściej zmianami na zawsze” – opowiada mi Julka, przy okazji częstując pieczonym kalafiorem i pokazując swoje, naturalne kosmetyki, które akurat ma w łazience. Jak kiedyś możemy razem otwierać pojemniczki, smarować się kremami, probować tych samych kosmetyków i się nimi wymieniać.

Dieta wegańska-Julka.rewolucja w pielęgnacji-nofilterbeauty

Najlepsze mikstury powstają w kuchni

Julka, dokonawszy godnych podziwu zmian pozostaje człowiekiem z krwi i kości. Ma swoje słabości, tudzież grzeszne przyjemności. Lubi pić wino, palić papierosy i przyjmować gości:), co niestety odbija się na kondycji jej cery. Szukała antidotum na swoją suchą skórę w gotowych, naturalnych kosmetykach, jednak nigdy nie była do końca usatysfakcjonowana ich działaniem. Większość z nich bazuje na tych samych olejach, a Julce ani kokosowy (który naprawdę wysusza jej skórę), ani migdałowy nie służy.

Zaczęła więc szukać dla siebie oleistej bazy, na której sama mogłaby przygotować krem. Masło z mango okazało się strzałem w dziesiątkę. Trudno kupić gotowe kosmetyki na jego bazie (ja znalazłam tylko jedną pomadę od mojego ulubionego Hagi), wiec teraz Julka na swoje potrzeby sama maceruje zioła, miesza oleje, emulguje substancje a potem testuje ich działanie na domownikach i koleżankach. „Bardzo mnie kręci robienie kosmetyków. Proces jest bardzo podobny do gotowania: szukasz ulubionych składników, łączysz je ze sobą, sprawdzasz jak współgrają, emulgujesz. Dla mnie kręcenie kremu i majonezu to taka sama, wielka frajda. I rządzi się tymi samymi prawami”.

Naturalnie, w stronę doskonałości

I tak niespiesznie małymi krokami Julka dochodzi do kosmetycznego minimalizmu. Do twarzy ma jeden krem, nie używa płynu do mycia, toniku ani serum. Balsam do ciała ma tylko dlatego, że ja jej go sprezentowałam i czasami, dla przyjemności, lubi się nim posmarować. Makijaż robi bardzo rzadko. Chcąc zadać wieczornego szyku na mieście wybiera tylko podkład i ciemną, najlepiej czerwoną szminkę.

Najwiecej kosmetyków ma Julka do włosów. Zniszczone wieloletnim rozjaśnianiem stały się słabe i kruche, dlatego wymagają szczególnej pielęgnacji. Na zniszczone, łamiące się końcówki używa serum alterry z olejkiem arganowym, sezamowym i z pestek moreli. Skórę głowy odżywia olejkiem phenome albo serum z olejkiem z czarnej porzeczki od bionigree.

Serum oczyszczające do skóry głowy bioingree

Ograniczanie kosmetyków dzieję się u mnie samo. Dezodorantu nie używam od dziesięciu lat. Po prostu któregoś dnia mi się skończył i nie kupiłam następnego.  Nie muszę się już codziennie smarować balsamem, bo moja skóra tego nie potrzebuje. Zauważyłam też zdecydowaną różnicę w stanie mojej cery. Zniknęły drobne krostki. Widzę co prawda ciągle szarą i zmęczoną skórę na twarzy, ale wiem, że tylko rzucając palenie mam szansę to zmienić. Kiedyś to zrobię. Zdrowo już jem, jeszcze przestanę palić i będę używać tylko wegańskich, nietestowanych na zwierzętach kosmetyków. Wtedy będzie ekstra.” – obiecuje Julka, a ja czuję, że tak się stanie. Tymczasem siadamy przy kawie, Julka opowiada mi jakich kosmetyków dzisiaj rano używała, po czym bierze łyk wina i zapala papierosa.

 


Książki Julki

Książki do zdjęcia z kulinarnej biblioteki Julki wybrałam sama. Sa to moje ulubione pozycje, zawsze je ze smakiem przeglądam i tym samym subtelnie pokazuję, że chciałabym je mieć. Ten sposób działa, bo jedna trzecia z nich już do mnie trafiła:):

„Kiszonki i fermentacje” Aleksander Baron. Wydawnictwo Pascal. Nakład na stronie wydawnictwa wyczerpany, można szukać tutaj.

„Kuchnia kokosowa” Camilla V. Saulsbury. Wydawnictwo Vivante.

„Smakowita Ella” Ella Woodward. Wydawnictwo ZNAK. Moja ulubiona książka z Julki biblioteki. Nakład na stronie wydawnictwa już wyczerpany, ale można ją dorwać tutaj.

NATURALNIE. Prosto. Zdrowo. Smacznie„. Wydawnictwo Dwie Siostry.

„Cała obfitość” Yotam Ottolenghi. Wydawnictwo Filo. Chyba najsmaczniejsza książka kucharska na świecie:) Można szukać tutaj.

„Pysznie bez glutenu” Grażyny Bober-Bruijn i Gosi Wier. Wydawnictwo MUZA.

 

Zajrzyj też tutaj